RSS
czwartek, 03 grudnia 2009

"No właśnie. Czego innego się spodziewałem po Tobie. Nie tak się umawialiśmy. To nie może być tak, że Ty ciągle nie pamiętasz. I wszystko na mojej głowie. Ale tak nie będzie. Ja się nie zgadzam. Musisz coś ze sobą zrobić, bo nie da się tak dalej. Nie wytrzymam już tego dłużej, za co mnie to wszystko spotyka! To straszne."

 

środa, 02 grudnia 2009

Znowu czytając komentarz przypomniałem sobie, że jedną z ważnych potrzeb narcyza jest nieustanne odnoszenie się do kogoś, kto pełni rolę wroga. To pozwala z dużą dokładnością widzieć swoje zalety. Daje narcystyczne paliwo. Blokuje dostęp do zmiany - bo jak wokół sami niedoskonali - oprócz mnie - to przcież oni powinni się zmieniać, by dostąpić zaszczytu obcowania ze mną. Tak sobie myśli. Umiejętność wytykania błędów, ostre komentowanie ich, wyśmiewanie, ośmieszanie słabszych - jaka szeroka gama działań pozwalających na budowanie swej siły? Widzę, że ktoś jest tak strasznie, przeraźliwie, głupi i beznadziejny - że aż czuję się bosko mocny! Bo jestem lepszy, bo zauważam braki, bo jestem w tym bezwględny. Panuję. Gdzieś na drugim krańcu depresyjności lokuje się narcyzm.

I zero umiejętności przyjmowania krytyki. Bo nawet w tym narcyz jest lepszy od innych - gdy go skrytykujesz, zapewne powie, że SAM przecież doskonale potrafi na siebie spojrzeć, bo jest inteligentny i błyskotliwy - więc nikt poza nim nie ma prawa go krytykować! Nikt. Sam się rozlicza ze sobą - jak twierdzi. To taki mechanizm uodpornienia na potencjalną zmianę. Osłania kruche "ja", nie pozwala poczuć słabości - która jest, i której ujawnienia narcyz się boi! Bardzo. Dlatego też pomaganie narcyzom takie trudne. Często niewykonalne, zanim jakiś kryzys nie nastąpi.

Inne szczypią w język, są obciachowe, są zbyt powszechne, zwyczajne. Nie nadają się do używania, takiego zwykłego. Bo nie jest się wystarczająco wyraźnym, żeby nie napisać "wyrazistym" - bo to też mniej zwyczajne słowo. Taka egzaltacja, wysublimowanie dla wysublimowania, zbędna kwiecistość. Nie tam zwykły, moze i nawet trochę siermiężny, zachwyt - prostotą, tym co powtarzalne i zwyczajne - bo czy zachwyt pięknem może się znudzić i tzreba szukać piękniejszego piękna, by móc pdobudować swoja wartość? Tylko po to przecież.

Z rzeczy tylko mały krok do przenoszenia na ludzi takich upodobań. Mają prawo być wokól tylko niezwykli i wyjątkowi. A, że pusta sława przemija, cóż - przyjdą następni, do których warto się przyznawać i lubić. Byle mówić, mówić, odmieniać. Stałość upodobań - to jest demode :)

Zwykli ludzie, z ich zwykłymi problemami są nieistotni. To chyba lepsze słowo od "nieważni" - bo ocena ważności jest już czymś osobistym, emocjonalnym - ignorowanie i ten brak zauważenia, leceważenie - jakże często tak poniżający. Bo dla uwagi narcyza osoba zależna gotowa zrobić wiele. Ale on nie widzi, brak mu przestrzeni, by się oderwać od siebie i swego miejsca jako punktu odniesienia.

Obserwując ewolucję i kult lansowania się, bycia "trendy:, "jazzy" :), powszechnego zachwytu nad pustką kolejnych edyzji TZG czy JOŚ, albo Mam T. - to myślę sobie też o hodowaniu na skalę masową zbiorowego myślenia narcystycznego, zachowań narcystycznych, gdzie inaczej się nie da - bo trzeba rywalizować, mieć przyklejony uśmiech i gdzie nie ma miejsca na słabość i szacunek. Taki akcent w szerszym wymiarze - rzec by się chciało - kulturowym.

poniedziałek, 30 listopada 2009

Ciekawy artykuł nt N. w "Charakterach"

http://wiadomosci.onet.pl/1496900,242,1,kioskart.html

AUTORKI:

***

Dr hab. Kinga Lachowicz-Tabaczek jest psychologiem, pracuje w Instytucie Psychologii Uniwersytetu Wrocławskiego, zajmuje się problematyką samooceny, uprzedzeń i potocznych koncepcji natury ludzkiej. Napisała m.in. Potoczne koncepcje świata i natury ludzkiej.

Dr Alicja Senejko pracuje w Instytucie Psychologii Uniwersytetu Wrocławskiego, zajmuje się zagadnieniami rozwoju psychicznego i obrony psychologicznej oraz problemem kierowania dynamiką konfliktów społecznych. Autorka kwestionariuszy diagnozujących zagrożenia i czynności obronne młodzieży i dorosłych. Napisała m.in. Aktywność obronną dzieci.

A niżej wybrane fragmenty - z moimi pdokreśleniami:

Narcyz się nazywam

Pan N. uważa się za kogoś wyjątkowego, komu należy się podziw i szczególne przywileje

Chętnie pokazuje, na co go stać. Podkreśla swe walory. Jeździ tylko drogimi, ekskluzywnymi samochodami, nosi tylko markowe rzeczy. Szczególnie silnie działa tym na kobiety. Potrafi uwodzić, rozbudzać pragnienia. Biada jednak tym, którzy ulegną jego urokowi.

Pan N. to ktoś o osobowości narcystycznej. Taki ktoś nie potrafi obdarzać uczuciem, ani dzielić tym, co osiąga. Inni są mu potrzebni tylko do tego, by zyskać podziw, prestiż czy pozycję. Bez tego Pan N. czuje się bezwartościowy i bezradny.

Ja się wam pokażę!

Narcyz zachwyca się sobą. Ale ten zachwyt jest oparty na kruchych, niestałych podstawach. Tak niestałych, jak odbicie w tafli wody, w które wpatruje się mityczny Narcyz. Tak naprawdę narcystyczna osobowość opiera się nie na poczuciu własnej wartości, lecz na przymusie udowadniania innym i sobie, że jest się osobą wartościową. Poczucie własnej wartości narcyza jest warunkowe. Aby dobrze o sobie myśleć, potrzebuje innych ludzi. Potrzebuje, by dostarczyli mu podziwu i poczucia, że jest kimś wyjątkowym.

Jak piszą psychologowie Brad J. Bushman z Iowa State University i Roy F. Baumeister z Case Western University w artykule pod znamiennym tytułem "Threatened Egotism, Narcissism, Self-Esteem, and Direct and Displaced Aggression: Does Self-Love or Self-Hate Lead to Violence?" ("Zagrożony egotyzm, narcyzm, samoocena i przemieszczona, bezpośrednia agresja: czy miłość lub nienawiść do JA prowadzi do przemocy): "o ile osoba z wysoką samooceną myśli o sobie pozytywnie, to osoba z narcystyczną samooceną usilnie pragnie o sobie dobrze myśleć". Właśnie to pragnienie powoduje, że narcyz musi wciąż udowadniać swoją wartość w każdej niemal dziedzinie. W efekcie jego samoocena rośnie i rośnie, jak wciąż dmuchany balon. Staje się nadmiernie wysoka. A zarazem chwiejna i krucha, co postuluje model rozwoju osobowości narcystycznej stworzony przez Carolyn Morf z National Institute of Mental Health i Fredericka Rhodewalta z University of Utah. Nadmiernie rozdmuchany balonik w każdej chwili może przecież pęknąć. To właśnie z tego powodu narcyz nieustannie poszukuje dowodów świadczących o jego wartości. Okazji do ich znalezienia dostarczają mu sytuacje rywalizacji. Wygrywając z innymi i podkreślając swoją wyższość nad nimi, osoba narcystyczna uzyskuje spektakularne potwierdzenie własnej wartości. Nigdy jednak nie może poczuć całkowitej pewności w tym zakresie, gdyż rezultaty porównań społecznych bywają zmienne. Środowisko może nie docenić lub w ogóle nie zauważyć czyichś osiągnięć. Istnieje też niebezpieczeństwo, że w otoczeniu pojawi się ktoś, kto okaże się w danej dziedzinie lepszy.

Dlatego narcyzowi tak bardzo zależy, by jego osiągnięcia i sukcesy były widoczne i powszechnie znane. Duże znaczenie mają dla niego zewnętrzne oznaki wartości: pieniądze, władza czy status społeczny. Lubi wprost demonstrować swą ważność, wyjątkowość, sukcesy i kompetencje. Dzięki temu przegląda się w społecznym lustrze podziwu i akceptacji, i potwierdza znaczenie swych osiągnięć.

Kto pokocha narcyza?

Osoby narcystyczne wzbudzają w innych ludziach skrajne reakcje: albo są wielbione, albo nienawidzone. Z jednej strony, prezentując siebie, własną wyższość i wyjątkowość, często deprecjonują przy tym innych. Z drugiej strony, jeśli chcą, bywają bardzo atrakcyjni towarzysko – potrafią skupić uwagę innych, zainteresować swoimi poglądami i wypowiedziami. U wielu ludzi ich zachowanie rodzi niechęć, irytację, oceniają narcyzów jako osoby zarozumiałe i próżne. Innych jednak takie zachowania przyciągają – budzą ich podziw, szacunek i dążenie do tego, by zaskarbić sobie sympatię narcyza. Ten z pozycji wyższości i dominacji daje innym odczuć, że dzięki kontaktom z nim mogą czuć się wyróżnieni. Kto skłonny jest ulec urokowi narcyza? Najczęściej fascynuje on ludzi, którzy mają naruszone poczucie własnej wartości, i którzy poszukują u innych bezpieczeństwa i wsparcia, a także akceptacji ze strony osób uznanych za autorytety.

Problem w tym, że narcyz swym wizerunkiem obiecuje to, czego dać nie może i nie chce. Jego autorytet i siła są pozorne, bo zbudowane na kruchych fundamentach. Tę słabość obnażają sytuacje porażki i bycia niedocenionym. Wystarczy, że narcyz nie odniesie spodziewanego sukcesu lub nie zyska oczekiwanego podziwu, a jego samoocena ulega zachwianiu. A narcyz odreagowuje to sobie zazwyczaj na otoczeniu. Na jakiekolwiek przejawy niedocenienia reaguje silną urazą i złością. Niekiedy przeradza się to we wściekłość i agresję skierowaną na tych, którzy – w odczuciu narcyza – stali się przyczyną jego cierpienia. Dyskredytuje on zarówno negatywną informację zwrotną, jaką dostaje od innych, jak i osoby, które jej udzieliły. Usilnie poszukuje rozmaitych zewnętrznych uzasadnień dla swych wpadek, winą za nie najczęściej obarczając innych, nigdy siebie.

A cóż dopiero się dzieje, gdy spotyka go krytyka. Tę narcyz odbiera jako obelgę i atak, gdyż uderza ona w jego kruche i usilnie chronione poczucie własnej wartości. By je odbudować, stara się zaznaczyć swoją wyższość w innych dziedzinach. Deprecjonuje sukcesy innych, a eksponuje własne osiągnięcia.

W sidłach motyla

Biada tym, którzy dadzą się omotać narcyzowi. Kontakt z nim może być niebezpieczny. Ciągłe, często podstępne, umniejszanie czyjejś wartości – to jest to, co może spotkać osobę podziwiającą narcyza. Narcyz ma skłonność do wykorzystywania swoich partnerów, próbuje manipulować i dominować nad nimi. Nie chce się dzielić swoim znaczeniem i siłą z innymi, bo to właśnie dzięki dominacji nad nimi tę siłę zyskuje. Niewielkie więc są szanse, że partner zafascynowany narcyzem dostanie to, czego od niego pragnie: opiekę, troskę, akceptację czy poczucie bezpieczeństwa. Jest dokładnie przeciwnie. To narcyz kosztem innych – ich znaczenia, społecznej akceptacji czy pozycji – zyskuje dobre samopoczucie. Dopóty, dopóki partner jest silny i nie ulega mu, wtedy bowiem górowanie nad partnerem zaspokaja poczucie własnej wartości narcyza. Natomiast traci on zainteresowanie partnerem, który okazuje słabość.

Inni ludzie znaczą cokolwiek dla narcyza o tyle, o ile pozwalają mu poczuć się lepiej. Praktycznie nie zauważa on lub nie bierze pod uwagę ich uczuć. Jak stwierdził Marlon Brando: "Narcyz to taki facet, który słucha tylko wtedy, kiedy mówisz o nim". Wydaje się, że aktor coś wiedział na ten temat. Nieustanne zaabsorbowanie sobą prowadzi do bezwzględnej eksploatacji tych, którzy mogą się okazać przydatni. Takie traktowanie innych ludzi nie budzi w narcyzach ani zażenowania, ani poczucia winy, bowiem mają oni bardzo niską empatię. A zarazem uznają, że przecież wszystko im się należy, że zasługują na specjalne traktowanie. Co więcej, wykorzystując innych, uzasadniają swoje zachowanie tym, że tak naprawdę czynią ludziom w ten sposób zaszczyt, bo dają im możliwość obcowania z kimś wybitnym i zaistnienia jako osoba opiekuńcza, szlachetna.

A co się dzieje, gdy partner zaczyna się buntować? W takiej sytuacji narcyz czuje silne rozczarowanie i złość na partnera, którego ulokował w roli służebnej. Potrafi być wtedy bezwzględny i okrutny. Jest w stanie zastosować rozmaite kary społeczne – od dystansowania się wobec partnera, poprzez próby dotknięcia go, a skończywszy na zastraszaniu i stosowaniu przemocy fizycznej. Nierzadko też stara się zniszczyć wizerunek partnera w oczach innych. Rozsiewa o nim plotki, pomawia, dewaluuje publicznie jego osiągnięcia. Wyjątkowo bolesna kara spotkać może partnera, który wcześniej ujawnił narcyzowi swoje potrzeby i pragnienia.

Zagraj ze mną w miłość

Narcyz stara się zachować w związku niezależność, aby móc kontrolować innych i wpływać na nich tak, by wciąż zaspokajali jego potrzeby. Bliskość może obnażyć jego słabości i uzależnić emocjonalnie od partnera. Tego narcyzi starają się za wszelką cenę uniknąć, dlatego też tak naprawdę nie są zainteresowani tworzeniem prawdziwie bliskich związków. Poszukują partnerów, którzy są ambitni, atrakcyjni fizycznie i pewni siebie, unikają zaś potrzebujących bliskości emocjonalnej i opiekuńczych. Pokazuje to jeden z eksperymentów przeprowadzonych przez Keitha W. Campbella, psychologa z University of Georgia i autora książki Gdy kochasz mężczyznę, który kocha siebie. W badaniu tym osoby narcystyczne miały do wyboru partnera pewnego siebie, ambitnego, atrakcyjnego fizycznie, ale pozbawionego opiekuńczości oraz takiego, który był opiekuńczy, ale nieśmiały, mało ambitny i nieatrakcyjny. Wybierali tego pierwszego. Tak więc partner będzie interesujący dla narcyza o tyle, o ile dzięki swej atrakcyjności, statusie czy władzy pozwoli mu wzmocnić samoocenę.

Narcyz uzależnia innych, stosując różne techniki manipulacji. Przychodzi mu to z łatwością, bo relacje z innymi, w tym także miłość, spostrzega on jako swoistą grę – pokazu+ją to badania Keitha Cambella, Craiga Fostera i Eli Finkel. Potrafi być bezwzględnym i cynicznym graczem, na chłodno planuje sposoby oddziaływania na partnera. A wszystko po to, by zrealizować swoje potrzeby: pokazać swą wyższość, zdominować, zyskać podziw lub inne profity społeczne i emocjonalne.

Pogarda dla partnera

Tak naprawdę nie ma dobrej strategii postępowania z osobą narcystyczną. Kiedy partner wypada gorzej od niej, według niej zasługuje na pogardę. A kiedy okazuje się lepszy – zasługuje na karę, bo narusza jej poczucie własnej wartości. Partner narcyza trafia w taką emocjonalną pułapkę. Z jednej strony, czuje się wyróżniony zainteresowaniem osoby tak – wydaje się – wyjątkowej. Z drugiej strony, często przeżywa upokorzenie, ma poczucie niższości, nieważności, czuje się wykorzystywany. Musi ukrywać swoje uczucia, tłumić pretensje i frustracje, gdyż ich ujawnienie mogłoby się spotkać ze złością, a nawet agresją ze strony narcyza. Z narcyzem można bowiem żyć jedynie na jego warunkach.

Nierzadko narcyz uzależnia partnera emocjonalnie od siebie. Bywa jednak, że osoby lgnące do narcyza same się od niego uzależniają. Narcyzi bowiem fascynują tych, którzy poszukują prestiżu i bezpieczeństwa. Pragnąc uzyskać bezpieczeństwo lub akceptację podziwianej osoby, nie potrafią od niej odejść, nawet wtedy, gdy ta ich źle traktuje. I nawet wtedy, gdy są świadomi, jaki jest ich partner, jak bardzo relacja z nim ich unieszczęśliwia i niszczy.

Do piekła za tobą

Wspomniane badania Keitha Campbella i współpracowników pokazują, że partnerzy narcyzów po pewnym czasie zaczynają sobie zdawać sprawę z ich negatywnych cech. Dostrzegają ich manipulacje, nadmierną kontrolę, flirty, oszustwa. Jednak nie wszyscy partnerzy narcyzów są w stanie od nich odejść. Dla wielu nadzieja na zaspokojenie pragnień związanych z partnerem narcystycznym może być silniejsza od cierpienia, którego doświadczają. Dlatego też osoba uwikłana w związek z narcyzem może mieć poważne trudności, by się z niego wyzwolić.

A kiedy już się zdecyduje odejść, to nie koniec. Przeciwnie, droga przez niebo i piekło dopiero się zaczyna. Narcyz bowiem gotów jest zastosować cały arsenał narzędzi manipulacyjnych. Znając potrzeby partnera, tworzy nadzieję na ich zaspokojenie, mami i uwodzi wizją wspaniałego związku, obiecuje zmianę i poprawę. Przez pewien czas jest nawet w stanie pokazać, że się zmienił. Ale powrót do dawnych sposobów funkcjonowania jest nieunikniony. Bo pragnienia narcyza pozostały takie same i nie mogą być zaspokojone inaczej, jak poprzez dominację nad partnerem. Znów będzie zaznaczał swą wyższość, dystansował się wobec partnera, karał go emocjonalnie. W efekcie taka huśtawka emocjonalna wikła partnera jeszcze silniej w związek. Nagroda w postaci akceptacji i zainteresowania narcyza staje się tym cenniejsza, bo pochodzi od osoby tak niezależnej i trudno dostępnej.

Wyjście awaryjne

Jak więc wyzwolić się z tej manipulacji? Podstawą jest uświadomienie sobie nieuczciwości i nielojalności partnera narcystycznego. Konieczne jest też oszacowanie, jakie koszty ponosi się w relacji z tą osobą. Podsumowanie rozmiaru cierpień i upokorzeń może ułatwić decyzję o odejściu. Nikłe jest bowiem prawdopodobieństwo tego, że narcyz się zmieni. Terapia narcyzów jest niezwykle trudna i pełna pułapek. Dlaczego? Otóż, nie mają oni motywacji, by się zmienić. Ich sposób postępowania jest dla nich nadzwyczaj wygodny i w pewnym sensie adaptacyjny. Ponadto, narcyza trudno jest na terapię nakłonić, gdyż nie doświadcza on praktycznie żadnego dyskomfortu w związku ze swoim postępowaniem. Każde wyrządzone zło potrafi sobie i innym uzasadnić. Co prawda czuje czasem pustkę emocjonalną, ale uczucie to szybko im mija, bo celem narcyza nie jest bliskość w relacji.

Najważniejsze jednak, by osoba związana z narcyzem uświadomiła sobie własne potrzeby, które sprawiają, że ten ewidentnie toksyczny partner jest dla niej atrakcyjny. By je rozpoznała i znalazła inne sposoby ich zaspokojenia. Wtedy narcyz straci moc swego oddziaływania. I wówczas okaże się, jaki jest naprawdę: słaby i uzależniony od opinii i podziwu innych."


piątek, 27 listopada 2009

I znowu okazało się, że nie tak zostało zrobione coś, co miało być całkiem inne. I trzeba poprawiać, bo efekt działań nie jest tak doskonały. Choć można założyć, że mógłby być wystarczający. I nie można było uwierzyć, że nie jest to oczywiste. Bo przecież nie trzeba mówić, jak sie wymaga, nie trzeba sprawdzać, jak rozumie to druga strona. Przecież to oczywiste, że być powinno właśnie tak - bo tak wszyscy, zawsze robią i na tym to polega. Nie można inaczej. I też wszyscy, wystaczająco mądrzy/błyskotliwi/inteligentni, doskonale to wiedzą. Więc znowu nie zostaje nic, tylko konfrotowanie się ze swoją słabością i myślenie, że może kiedyś zasłuży się na pochwałę, uznanie pomoc. A nie tylko roszczenia.

I czemu tak jest, że stawianie się, bunt wobec tego nie jest łatwo osiągalny? Ba - jest aosiąglny. Na razie? Na zawsze? Dziś nie wiem, tylko słabość i bezradność czuję.

czwartek, 26 listopada 2009

Czytając ostatni komentarz i pisząc odpowiedź pomyślałem mocniej o kosztach. To bolesne. Ciągłe rozbicie, rozterka, bycie w dołku, przez huśtawkę nastrojów różnych - od marzeń " by się wreszcie postawić i rzucić narcyza - do realnych aktów poniżania się i przepraszania, bo chyba rzeczywiście jest się słabym, tak słabym jak on mówi, bo jemu wychodzi i wie lepiej".

I koszty zależności - podporządkowania, utraty wolności, poświęcania czasu, czasu w którym można by odpoczywać, zarabiać - robić wszystko inne od oczekiwania na słowo, gest, akceptację, wymyślając kolejne sposoby zaspokojenia narcyza. A on nieustannie głodny. I zirytowany słabościami - naszymi też.

poniedziałek, 23 listopada 2009

Wszystko jest oczywiste, proste i logiczne. Nie trzeba niczego tłumaczyć, wyjaśniać czy planować. Dlaczego? Bo się to wie. Jest się tak genialnym, że się wie, a jak się nie jest - to trzeba żałować i nic się nie poradzi. To się wie, i tamto się wie. A na pewno powinno się wiedzieć. I nie pytać. Tylko działać, działać i nie zawracać głowy swoją głupotą, bylejakością i brakiem wszystkiego. Bo tylko są kłopoty. Jak się nie wie rzeczy podstawowych.

niedziela, 22 listopada 2009

Obserwując z boku osobę chorą na narcyzm - bo to jednak choroba - uzbrajamy się w taki konwencjonalny pancerz. Im dłużej się znamy - tym więcej tematów dyżurnych - bezpiecznych - gdzie możemy się zgadzać, popierać i głaskać. Ale w tle - cisza. Unikanie tematów trudnych, gdzie dumę narcyza można urazić, gdzie zdanie odmienne jest nie do przyjęcia - bo zagraża boskości niemylności.

Myślę zawsze wtedy o znaczeniu słowa "obłuda" - bo jakoś takie bliskie się wtedy wydaje tego, co w relacji się pojawia. I znacząco znaczenie słowa "konfrontacja" umniejsza - a raczej oddala jej nadejście. Bo co robić, gdy się jest zależnym, gdy konfrontacja wprost nie jest możliwa? Można czuć niesmak, że się w tej relacji przebywa. Ale czy na pewno nie można się knfr

Kolejną bolączką związku z osobą chorą na narcyzm jest znaczące ograniczenie możliwości decydowania, i to nie w sprawach drugiej strony - ale w sprawach wspólnych. Nie da się. Jeśli nawet ma się zdanie - to rzadko można je wyrazić, a jeszcze rzadziej można je wprowadzić w życie. Trzeba się bowiem dostosować, przyjąć to, co przewidziane, wykonać. Ten brak niezależności bardzo doskwiera. I mówi ważną rzecz o drugeij stronie. Nie ma co marzyć o niezależności i sile - obok narcyza te marzenia są jeszcze bardziej odległe i nierealne. Jeśli chce się przeżyć, wyjść z opresji - to tylko stawiając granice i mówiąc o swoich prawach. Nie ma lepszej terapii - bardziej dramatycznej i skutecznej - jak wzrastanie w siłę obok osoby chorej na narcyzm. Jej bezwględność i kategoryczność dotyka na tyle mocno, że pozwoli wyplenić słabość do końca. Ale to wzrastanie ku niezależności - trudne i bolesne. I często nie widać końca.

I może jeszcze na koniec o zazdrości. Bo czemu początkowo osoba zależna/uległa/słabsza lgnie ku silnej, narcystycznej? Dla bezpieczeństwa, nadziei, że narcyz w swej sile ochroni przed światem, (co stawia wymagania i jest groźny). Bez świadomości, że będzie też zjadał - bo musi mieć widownię i tłum poddanych, by nimi rządzić i mieć poczucie panowania. na pocztku zagrożeń nie widać - a jest trochę euforii i podziwiania siły, której się nie ma u siebie. Ale te nikłe pozytywy szybko zweryfikowane trudną i bolesną codziennością. Chłodną, na dystans, bez spoufalania i nadmiernego współczucia.

wtorek, 27 października 2009

Raz jest tak, a zaraz jest całkiem inaczej. Wszystko się zmienia. Interpretacja goni interpretację. Trudno nadążyć. Zmienność związana z obroną. Gdy "ja" zagrożone - w panice szuka w wydarzeniach, faktach takich cech, przesłanek - by obronić swe dobre imię, nadszarpnięte krytyką. I szuka. Przypomina sobie. Wyciąga - i ma decyzję. Będzie tak i tak. Moje na wierzchu.

I znowu niewiele, nic?, przyniosły te uwagi z zewnątrz. Bastion dobrego nastroju i mniemań na swój temat nienaruszony krytyką. Zostaje po staremu.

poniedziałek, 12 października 2009

Dziękuję, proszę, przepraszam... zaliczają się do tych używanych rzadko. Są trudne i wyraźnie kłują w język narcyza. Zamiast nich usłyszycie tryb rozkazujący i dlaczego wymieszane z JA - uważam to, ja uważam tamto, ma być tak i tak. Nie ma tam po wyrażeniu swego zdania zawieszenia, pauzy na najmniejsze choćby pytanie - "A co Ty drogi przyjacielu o tym sądzisz?"

| < Sierpień 2014 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
        1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31

KINDLE w Amazon.com


Kindle3 3G WiFi
  • Kindle4 3G Wi-Fi
  • Kindle DX 3G
  • Okładki Kindle3
  • Okładki Kindle 4
  • Okładki Kindle DX
  • Lampki do Kindle
  • Pokrowiec na Kindle
  • Ładowarka EUR dla Kindle
  • NOWOŚĆ!
    Książka o fotografii kulinarnej

    Książki HELION

    KULINARIA

    Promocja dnia

    Nowości

    Przedsprzedaż

    www.inpersona.pl